30.04.2017

Impas – Rozdział pierwszy

Styczeń powoli dobiegał końca, ale zima postanowiła nie opuszczać jeszcze mieszkańców Lublina. Termometry cały czas wskazywały kilka kresek poniżej zera, a ze wschodu wiał zimny, przejmujący do szpiku kości wiatr. Pogoda w ten piątkowy wieczór nie zachęcała do wieczornych wyjść, dlatego wszyscy mieszkańcy ulicy Koralowej, którzy nie zostali zmuszeni do opuszczenia swoich przytulnych i ciepłych domostw, z chęcią poświęcali się relaksowi oglądając dobry film, czytając porywającą książkę, bądź po prostu spędzając czas z rodziną lub przyjaciółmi.
Tylko jedna mieszkanka czwartego piętra poddała się panującej na zewnątrz depresyjnej pogodzie. Jej drobna dłoń wygładziła przedostatnią pomiętą kartkę papieru i ułożyła ją na łóżku pośród innych, mniej lub bardziej zżółkniętych. Ze smutkiem ogarnęła wzrokiem stertę nigdy nie wysłanych listów, które przez kilka lat pisała do brata. Część z nich wydawała się jej być infantylna i naiwna. Od innych bił smutek i nigdy niewypowiedziane wprost pretensje. Kolejne zaś były zbiorem wspomnień z dzieciństwa, tak jakby kobieta chciała je spisać tylko po to, by te obrazy nigdy nie zdołały ulecieć z jej pamięci.
Brunetka chwyciła ostatnią z kartek i w słabym świetle nocnej lampki zaczęła czytać. Każde słowo, z którym się zapoznawała powodowało jednak, że jej oczy stawały się coraz bardziej szkliste. Gdy łzy zaczęły spływać po jej policzkach, otarła je wierzchem dłoni i odchyliła do tyłu głowę, opierając ją o ścianę.  Liczyła na to, że psychoterapia, jaką niedawno zakończyła, pozwoliła uporać się z „patologiczną żałobą”, jak określała jej stan terapeutka. Tymczasem kolejna próba zetknięcia się ze wspomnieniami zakończyła się fiaskiem. Kobieta zresztą od początku uważała, że marnuje czas nie tylko swój, ale również psychoterapeutki. Na sesje terapeutyczne zgodziła się jedynie ze względu na ciotkę, która nieustannie się o nią martwiła i opłaciła większość spotkań z góry. Nie chciała sprawić zawodu swojej jedynej krewnej, widząc jak ta się o nią martwi.
 Ciszę panującą w mieszkaniu zakłócił dzwonek do drzwi, jednak kobieta miała zamiar go zignorować. Klara, jej współlokatorka, a jednocześnie właścicielka mieszkania, wyjechała z samego rana na konferencję naukową i miała wrócić dopiero kolejnego dnia, zaś jej przyjaciółka, Dagmara, nie wybrałaby się z odwiedzinami bez wcześniejszego telefonu. Brunetka nie miała zresztą ochoty na jakiekolwiek wizyty. Nie w rocznicę.
Jednak osoba znajdująca się po drugiej stronie drzwi nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Zaczęła dobijać się do mieszkania z taką intensywnością, że brunetka miała wrażenie, że zaraz na klatce schodowej pojawią się sąsiedzi zaintrygowani tym, co może dziać się pod jej drzwiami. Postanowiła, mimo to, iść w zaparte i udawać, że w środku nikogo nie ma. Chwilę później wydawało jej się, że plan poskutkował. Nastąpiła cisza, którą brunetka przyjęła z ulgą.
Kobieta odrzuciła na bok wciąż przez nią ściskaną kartkę papieru i zaczęła pakować wiadomości do pudełka. Zamierzała przy najbliższej okazji spalić je wszystkie. Listy zaczęła pisać za namową psychoterapeutki. Miała to być jedna z form terapii. Okazało się jednak, że w rzeczywistości bardziej sprawiały jej ból, niż pozwalały  na pogodzenie się ze śmiercią rodziny.
Po raz kolejny ciszę w pokoju zmącił dzwonek, ale tym razem telefonu. Brunetka odnalazła swoją komórkę na nocnym stoliku i spojrzała na wyświetlacz. Przez chwilę wahała się czy powinna odebrać, czy zignorować przychodzące połączenie. Był to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy dążyła i szukała na siłę samotności. Mimo to, widząc dobrze znany jej numer, w końcu postanowiła odebrać.
– Tak?  – rzuciła obojętnym tonem do słuchawki, mając nadzieję, że osoba po drugiej stronie nie dostrzeże delikatnego drgania w jej głosie, który spowodowany był wcześniejszym atakiem rozpaczy.
– Lena! W końcu. Cholera, czemu nie chcesz otworzyć mi tych pieprzonych drzwi?
– Daniel, ja jestem w…
– Tylko nie wmawiaj mi, że cię nie ma! Widziałem światło w oknach.
– Chcę być sama – wyznała, ocierając nowe łzy z policzka. Znała Daniela od dawna, zresztą był to młodszy brat Dagmary i wiedziała dobrze, że mężczyzna uszanuje jej decyzję. Zawsze tak robił.
– A ja potrzebuję twojej pomocy – powiedział dobitnie, po czym łagodniejszym tonem dodał: – Proszę.
– Coś się stało?
– Nie – powiedział odruchowo. – To znaczy tak… Ech, Lena, po prostu otwórz te cholerne drzwi.
Kobieta pchana lekkim niepokojem rozłączyła się i udała się do przedpokoju. Jednak zanim zdecydowała się odsunąć zamek, spojrzała w duże lustro, zawieszone na sąsiedniej ścianie. Wyglądała okropnie, jej długie, ciemnobrązowe włosy były rozczochrane, a zawsze błyszczące, ciemne oczy wydawały się być przygaszone, opuchnięte i zaczerwienione od wylanych łez. Lena, bardziej odruchowo niż z potrzeby, ponownie otarła swoje policzki w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu gościły wilgotne ślady, po czym otworzyła drzwi.
– Mój Boże! Daniel, co ci się stało?
Jeśli chwilę temu kobieta uważała, że nie wygląda dobrze to, patrząc na swojego przyjaciela, szybko zmieniła zdanie. Mężczyzna stał przed nią w brudnych jeansach i zaplamionej krwią kurtce. Jego twarz była cała opuchnięta i w kilku miejscach zaczynały pokazywać się pierwsze siniaki. Gdyby tego było mało, miał rozcięty łuk brwiowy a prawą rękę przyciskał do swojej piersi. W drugiej zaś trzymał dużą torbę. Brunetka przepuściła Daniela w drzwiach i spojrzała w jego szare oczy szukając w nich odpowiedzi.
– Musisz mi pomóc. Twój sąsiad, który wpuścił mnie na klatkę, chciał wezwać pogotowie, ale powiedziałem mu, że ty się mną zajmiesz. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Obiecasz mi to? – Kobieta pokiwała głową, po czym zabrała od mężczyzny torbę i pomogła mu zdjąć kurtkę. Dopiero wówczas zauważyła, skąd wzięła się krew na ubraniu mężczyzny.
– Daniel, do jasnej cholery, w co tym razem się wpakowałeś? – spytała widząc mocno krwawiącą ranę na jego prawym ręku.
– Obędzie się bez szycia? – spytał z nutką nadziei w głosie blondyn, jednocześnie zmieniając temat. Kobieta chwyciła go delikatnie za rękę i zaczęła przypatrywać się długiemu rozcięciu.
– Nie wiem. Powinien zobaczyć to lekarz. Zrobię ci prowizoryczny opatrunek i wezwę taksówkę to pojedziemy do szpita…
– Nie! Mówiłem ci do cholery, że nikt nie może się dowiedzieć! – Mężczyzna tak gwałtownie zaprotestował, że dziewczyna niemalże podskoczyła przestraszona. Zdezorientowana, zamrugała kilkakrotnie patrząc na malujący się na twarzy przyjaciela gniew. Daniel westchnął próbując opanować swój nagły wybuch. – Lena, po prostu miałem nadzieję, że ty mnie opatrzysz, a jak będzie trzeba to zszyjesz mi tą pieprzoną ranę.
– Ja? Ale jak? – Szare oczy Daniela wpatrywały się w nią z nadzieją. – Nie mogę.
– Jesteś weterynarzem. Wiesz jak to się robi – powiedział mężczyzna, kierując się do kuchni i opadając na jedno z krzeseł. Nie przejmował się tym, że z jego rany pojedyncze krople krwi spływały na podłogę. Lena podążyła za nim i w jednej z szafek zaczęła szukać bandaży, gazików oraz wody utlenionej.
– Jestem weterynarzem tylko na papierze. Nie mam doświadczenia. Sam wiesz, że ciągle szukam pracy. Poza tym weterynarz to nie to samo co lekarz, a tym bardziej chirurg!
– Między zwierzętami a ludźmi wcale nie ma aż tak dużej różnicy – powiedział, po czym spojrzał jej głęboko w oczy. – Proszę. Musisz mi pomóc.
– Pokaż mi najpierw dokładnie tę ranę – powiedziała, stawiając na stole medykamenty.
Daniel ułożył swoją rękę na blacie, by kobieta mogła swobodnie obejrzeć rozcięcie. Lena rozdarła mocniej i tak przecięty rękaw koszuli i sięgnęła po wodę utlenioną, by obmyć rękę z zaschniętej i świeżej krwi.
– Jasna cholera – jęknęła, gdy przechyliła buteleczkę. – Klara zużyła wszystko i jak zwykle odstawiła puste opakowanie do szafki. Mówię ci, ta kobieta jest niemożliwa. Nie dość, że rani się niemalże dziesięć razy dziennie o wszystko, to jeszcze ma ten paskudny zwyczaj nie wyrzucania pustych opakowań. Gdyby mi powiedziała, że nie ma już wody utlenionej to kupiłabym ją przy pierwszej okazji, a tak? Pewnie wylała ostatnią kroplę przedwczoraj, gdy chowała dokumenty do segregatora. Czy ty wyobrażasz sobie, że przecięła sobie paskudnie skórę zapięciem od segregatora? Przecież to jest…
– Lena? – mężczyzna podjął próbę przerwania monologu swojej przyjaciółki. Zresztą znał ją już od lat i wiedział doskonale, że gdy ta czymś się denerwuje wpada w słowotok, próbując w ten sposób odwrócić uwagę od martwiącego ją problemu. Tak było i tym razem.
– Przepraszam.  Idź do łazienki i umyj rękę wodą z mydłem.
– Ale… – zaczął mężczyzna patrząc na Lenę przerażonym wzrokiem.
– Wiem. Nie będzie to przyjemne, ale musimy w jakiś sposób oczyścić ranę. No chyba, że namyśliłeś się może na wizytę u lekarza? – spytała ironicznie, próbując wyrzucić ze swojej głowy kiełkujący atak paniki.
Mężczyzna westchnął zrezygnowany i opuścił pomieszczenie. Lena zaś widziała dobrze jak duża i głęboka była rana na ręce Daniela i zdawała sobie sprawę z tego, że bez szycia jej przyjaciel straci jeszcze dużo krwi i będzie musiał długo czekać, zanim rana się zasklepi i zagoi, tworząc przy okazji długą i paskudną bliznę. Cieszyła się jedynie z tego, że rozcięcie, jakiego nabawił się mężczyzna, nie było na tyle poważne, by uszkodzić ścięgna, żyły bądź tętnice.
Kobieta ponownie zajrzała do wcześniej otworzonej szafki i wyciągnęła z niej opakowanie leków przeciwbólowych, po czym zaczęła szukać po całym domu rzeczy niezbędnych do szycia. Musiała użyć zwykłej, starej igły i nowego, jeszcze nie rozpakowanego opakowania nici dentystycznej. W barku znalazła również nową butelkę wódki, którą zamierzała przeznaczyć na dezynfekcję.
– Czyli jednak będzie szycie? – Daniel powrócił do kuchni wówczas, gdy kobieta próbowała zamontować w odpowiednim miejscu lampkę. Światło, jakie mieli w kuchni nie było zachwycające, a kobieta dobrze wiedziała, że żeby móc dobrze zszyć ranę mężczyźnie, będzie potrzebowała doskonałego oświetlenia.
– Będzie. Masz ostatnią szansę na to, żeby zdecydować się na profesjonalistę – powiedziała, lekko się uśmiechając. We wnętrzu jednak drżała ze strachu. Być może dla jej przyjaciela było obojętne to, kto zajmie się raną. Dla niej samej było to wzięcie na swoje barki ogromnej odpowiedzialności, ponadto miała także świadomość, jakie mogą być dalsze konsekwencje, jeśli zrobi coś nie tak.
– Słoneczko. Najlepsza profesjonalistka znajduje się tuż przede mną – powiedział starając się uśmiechnąć, ale na jego twarzy malował się wyraz bólu.
– Nie podlizuj się, tylko lepiej weź to. – Lena podała mu znalezione chwilę wcześniej tabletki przeciwbólowe, po czym postawiła przed nim szklankę z wodą.
– To coś pomoże? – spytał, gdy tylko zażył lekarstwa.
– Coś trochę pomóc powinno. Ewentualnie możemy liczyć na to, że zadziała efekt placebo. – Brunetka psotnie się do niego uśmiechnęła.
– Bardzo śmieszne – powiedział i usiadł na wskazanym przez dziewczynę miejscu.
Przez chwilę przyglądał się, jak kobieta dezynfekuje przygotowane rzeczy a na dłonie naciąga białe, lateksowe rękawiczki, które, jak podejrzewał, kupiła sobie specjalnie na praktyki w klinice dla zwierząt, ale nie miała okazji ich użyć. Kiedy drżąca dłoń Leny powoli zaczęła zbliżać się do jego ręki, odwrócił wzrok. Nie chciał pokazać po sobie, że się boi. Była to również pierwsza chwila, w której zaczął żałować, że nie posłuchał swojej przyjaciółki i nie zgodził się na profesjonalną pomoc. Oczywiście ufał brunetce i nie wątpił, że dziewczyna sobie poradzi, jednak żałował, że nie ma szans na solidne znieczulenie. Z drugiej jednak strony miał świadomość tego, jak bardzo zasłużył sobie na ten ból.  
Starając się ignorować nieprzyjemne uczucie ciągnięcia, mężczyzna wsłuchiwał się w cicho płynące piosenki wydobywające się z niewielkiego radia, postawionego na szerokim kuchennym parapecie. By odciągnąć swoje myśli od zabiegu i bólu, z uwagą przyglądał się jasnozielonym roletom opuszczonym w oknie, a także błyszczącym, białozielonym kuchennym meblom, które lśniły z czystości. Zawsze, kiedy wchodził do tego mieszkania miał wrażenie, że w całym Lublinie nie ma równie czystego miejsca. Zarówno Lena, jak i Klara były przewrażliwione na punkcie brudu i kurzu.
– To nóż, prawda? – Z zamyślenia wyrwał Daniela głos przyjaciółki.
– Tak – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Po czym poznałaś?
– Rana nie jest poszarpana. Wszystko jest idealnie równo przecięte, więc założyłam, że ktoś, kto ci to zrobił, musiał mieć bardzo ostre narzędzie. Dlaczego?
Daniel westchnął.
– Nieważne. Dużo ci jeszcze zostało?
– Nie. Już kończę – powiedziała brunetka przecinając nić.
Lena odetchnęła z ulgą, gdy tylko zakończyła zabieg. Nie była do końca zadowolona ze swojego szycia, ale musiała przyznać, że jak na pierwszy raz i tak poszło jej w miarę dobrze. Miała tylko nadzieję, że poszczególne warstwy skóry odpowiednio ze sobą połączyła oraz liczyła, że w ranę nie wda się żadne zakażenie. Kobieta zabandażowała kontuzjowaną rękę, po czym zabrała się za opatrzenie rozciętego łuku brwiowego.
– Słońce, mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę?
– Yhm ­– mruknęła, przemywając małą ranę zamoczonym w wodzie gazikiem.
– Izka wyrzuciła mnie z domu. W sumie to jej się nawet nie dziwię. Natomiast jak pójdę do siostry w takim stanie, to sama wiesz, co będzie się działo. Znasz zresztą dobrze Dagę.
– Znam – powiedziała brunetka, naklejając nieduży plaster tuż nad lewą brwią mężczyzny. – Mamy wolny jeden pokój, bo nie znalazłyśmy z Klarą nikogo na miejsce naszej byłej współlokatorki – powiedziała brunetka, wiedząc do czego zmierza jej przyjaciel. – Jeśli chodzi o mnie to możesz się zatrzymać.
– Czy ja ci już kiedyś mówiłem, że jesteś zajebistą przyjaciółką?
Lena roześmiała się i zaczęła sprzątać bałagan, który zrobiła podczas zabiegu. Chciała też jak najszybciej umyć stół i podłogę, bo od specyficznego zapachu krwi i alkoholu zaczynało ją mdlić.
– Nie. Mówisz mi to pierwszy raz – powiedziała podchodząc do okna i uchylając je. Od razu poczuła się lepiej, gdy tylko na twarzy poczuła chłodny powiew powietrza. – Pamiętaj jednak, że ja tutaj mam niewiele do gadania. Ostateczna decyzja należy do Klary. To w końcu jej mieszkanie.
– Ma się rozumieć. Kiedy będę mógł zamienić z nią słówko? Bo zdaje się, że nie ma jej w domu.
– Jest we Wrocławiu na konferencji naukowej. Jutro wróci.
– Super to ja z nią… – Mężczyzna zaczął podnosić się ze swojego krzesła, ale szybko na nie opadł z powrotem.
– Daniel, wszystko dobrze? – Kobieta momentalnie znalazła się przy swoim przyjacielu.
– Tak. Chyba tak. Zakręciło mi się trochę w głowie.
– Straciłeś dużo krwi.
– To nic takiego. – Blondyn machnął ręką, ale Lena zaczęła szukać czegoś w kuchennych szafkach.
– To powinno trochę pomóc – powiedziała, machając Danielowi przed oczami czekoladą. – Musisz tylko zmienić pomieszczenie. Tu nie jest przyjemnie – dodała omiatając wzrokiem kuchnię.
Kobieta pomogła blondynowi przejść do niezamieszkiwanego pokoju. Przyniosła jego torbę z rzeczami, a także wyciągnięty z szafy koc.
– Niestety nie mamy dodatkowego, zapasowego kompletu pościeli – pośpieszyła z wyjaśnieniami.
– Żaden problem. Liczyłem raczej na zimny nocleg w swoim samochodzie. – Daniel uśmiechnął się do przyjaciółki.
– Bez przesady. Nie pozwolę ci zginąć, chociaż czasem jesteś skończonym dupkiem.
– Hej! Skąd wyciągnęłaś tak daleko idące wnioski? – spytał, udając urażonego jej słowami.
– Po pierwsze, skoro Iza wyrzuciła cię z domu, to musiała mieć solidny powód. Znając ciebie to nawet wiem jaki. Inna kobieta, zgadza się?
– To była tylko jednorazowa wpadka. Tłumaczyłem to jej, ale nie chciała słuchać.
– Nie wierzę… Miałeś tak wspaniałą dziewczynę i musiałeś to wszystko spieprzyć? Czy ten twój dzisiejszy… stan, też ma z tym związek? – Daniel pokręcił przecząco głową. – Powiesz mi, co się wydarzyło?
– Słońce, bardzo dziękuję ci za wszystko, za pomoc i troskę, za opatrzenie ran i możliwość noclegu. Wiem, że się martwisz, ale wszystko jest dobrze. Zapomnij o tym incydencie i proszę, nie wracaj już do tego. Nie interesuj się tym. Tak będzie lepiej dla ciebie.
– Ale…
– Jestem zmęczony. Pozwolisz mi odpocząć?
Lena zacisnęła mocno zęby, skinęła głową i bez słowa opuściła pokój, który chwilowo miał zamieszkiwać jej przyjaciel. Kobieta nie potrafiła określić, czy bardziej jest wściekła na nieodpowiedzialne zachowanie Daniela, czy jednak bardziej się o niego martwi. Mężczyzna rzadko miewał przed nią jakiekolwiek tajemnice, a jeśli milczał w sprawie bójki, w jaką się dziś wdał, bo poobcierane, zaczerwienione i napuchnięte palce, świadczyły tylko o tym, że napastnikowi mężczyzna również nie został dłużny, to mogło jedynie oznaczać, że chłopak wpakował się w duże problemy, a ona nie miała zamiaru przyglądać się temu bezczynnie.

Wiem, że rozdział miał być dużo, dużo wcześniej, ale można powiedzieć, że wyrobiłam się z nim jeszcze w kwietniu. Mam nadzieję, że może ktoś tu jeszcze zajrzy z ciekawości i zostawi po sobie szczerą opinię. Rozdział początkowo miał być całkowicie inny, ale w trakcie pisania „zaczął żyć własnym życiem”, dlatego też może się momentami wydawać, że bardziej został poruszony wątek dotyczący Daniela, niż głównej bohaterki. Kiedy kolejny rozdział? Chciałabym napisać, że w maju, ale znam dobrze siebie i rzeczywistość w jakiej przyszło mi żyć, dlatego wstępnie napiszę, że mam ogromną nadzieję, że pojawi się w czerwcu. Wiem, że mam na Waszych blogach ubiegłotygodniowe zaległości. Z racji długiego weekendu majowego postaram się w najbliższych dniach pojawić się z komentarzami pod Waszymi rozdziałami. Dziękuję wszystkim, którzy nie zrazili się długim oczekiwaniem na pierwszy rozdział i dotarli do tego momentu. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam udanej i przede wszystkim ciepłej majówki!
Template made by Robyn Gleams